Bohaterowie

niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 1

Zaczęło się to 22 grudnia 2012r. to już dwa lata. Gdy ja byłam w Irlandii moi rodzice pojechali załatwić pewne sprawy do Londynu. Niestety, nie wrócili. Tego dnia mieli wrócić,jednak tak się nie stało. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Byli to policjanci. Ich słowa pamiętam do dziś ''Przykro nam, twoi rodzice nie żyją''. To zdanie zmieniło moje życie i mnie o 360 stopni. Tak oto jestem tu, w Londynie i czekam na swojego przeciwnika. Dzisiaj najważniejszy wyścig. Mam nadzieję, że wszystko się uda i wygram to.
__ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ 
Siedzę już w moim samochodzie, mój największy wróg właśnie ustawił się na linii startu tuż obok mnie.
Po chwili przed nami stanęła półnaga dziewczyna.
  /na miejsca, gotów, START/
 Bluzka, którą trzymała w górze spadła, a ja od razu zdjęłam nogę z hamulca.
Zayn Malik, mój przeciwnik równie szybko wystartował wyprzedzając mnie. Pewnie już się cieszy.. nie zna tej trasy, nie wie, ze zaraz tu będzie zakręt. Cóż, ma pecha.
Tak jak przewidywałam, jest zakręt, a ten debil hamuje jak się da, a ja korzystając z sytuacji wymijam go, zostawiając Malika daleko za sobą w tyle.
Już połowa dystansu, a ja nadal dominuję. Widząc Zayn'a daleko za mną uśmiecham się do siebie i dodaje jeszcze więcej gazu. Po paru zakrętach widzę już ostanią, prostą, a na końcu jej metę. Nie widzę za mną pana ''jestem najlepszy bójcie sie mnie'' co daje mi satysfakcję. Na ostatniej prostej przyspieszam jak najbardziej mogę i po chwili przejeżdżam jako pierwsza przez metę.
          !TAK WYGRAŁAM TO!
__ __ __ __ __ __ __ 
Gdy odebrałam gratulację przez metę przejechał nie kto inny jak sam Zayn Malik. Uśmiechnęłam się do niego triumfalnie, a ten mi posłał mordercze spojrzenie. Uuu ktoś tu nie umie przegrywać. Usatysfakcjonowana ruszyłam w stronę starego budynku po swoją nagrodę, a było nią 1 000 000 mln.
Gdy już ją otrzymałam poszłam do swojego auta,o które opierał sie we własnej osobie przegrany. Podeszłam do niego z zamiarem powiedzenia czegoś, lecz on mnie ubiegł. Złapał mnie za nadgarstki odwracając nas i przygniótł mnie do drzwi samochodu, wypowiadając słowa które mną wstrząsnęły.
-To jeszcze nie koniec. Będziesz moja, zobaczysz. Żegnaj Meg.
-Spierdalaj
- Ohh.. oczywiście..Ale uwież nie na długo. Niebawem się spotkamy!
I odszedł. Stałam w jednym miejscu przez chwilę. Gdy się otrząsłam wsiadłam do pojazdu i z piskiem opon ruszyłam w stronę mojego domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz